CZYTELNIA,  MENTORING

Strach przed zmianą

 

Za mną spotkanie i kolejna ciekawa rozmowa o poważnym konflikcie w związku. Bardziej o strachu. O strachu przed zmianą, rozstaniem, nowym rozdziałem życia po rozwodzie, który wydaje się być nieunikniony po blisko dwudziestu latach wspólnego życia.
On chce rozwodu, ale nie dlatego, że to taki kaprys, że jest inny, młodszy, lepszy model, czy że to przejściowy kryzys. Kryzysy powracają od wielu lat. Każdy kolejny z większym natężeniem emocji. Coraz trudniej znaleźć wspólny język, przyjemność rozmowy, bycia ze sobą, obok siebie, pod jednym dachem wielkiego domu. Wakacje spędzają razem, ale tak, że każde z nich organizuje sobie czas tak jak chce i jak lubi. Posiłki jadają razem. Zazwyczaj w ciszy. Czasem kurtuazyjnie zamienią kilka zdań.
Ona rozwodu nie chce. Nie chce nic zmieniać, bo w sumie jest wygodnie, dobrze tak, jak jest.
Dlaczego dotąd są razem? On stwierdził, spoglądając przez okno, że to strach powodował, że w ciągu ostatnich trzech lat za każdym razem Ona bardzo zabiegała o to, by jednak spróbowali po raz kolejny i kolejny. Tyle tylko, że On już jest tym wszystkim potwornie zmęczony. Uważa, że nie ma czego ratować, naprawiać. Chce żyć w prawdzie. Jak powiedział, naprawić to można pralkę, auto, ale nie ten związek, którego tak naprawdę od dawna nie ma, w każdym razie z jego perspektywy.
Od ładnych kilku lat odgrywają teatr, stwarzają pozory familijnej szczęśliwości. Bo rodzina, bo syn dorastający, bo przyjaciele/znajomi, bo wspólny piękny dom, bo kilka inwestycji okazałych, innymi słowy wspólny majątek. I dygresja, czy warto podejmować takie kroki, czy nie lepiej dalej tak żyć, w końcu przecież są z sobą tyle lat, że połączyła ich miłość no i chyba to ona ich razem trzyma, tak uważa Ona. On wysłuchał spokojnie dygresji, po czym zapytał wprost – czy jednak to nie miłość, jak zapewniała a strach nią, nimi kierował, kiedy po kolejnym kryzysie decydowali się zostać razem? Ona spojrzała na niego, zadrżała jej delikatnie twarz i popłynęły łzy. U obojga.

Każdy konflikt tworzy pewne blokady, wywołuje nierzadko skrajne emocje. Jeśli jest strach i zaczynasz się bać, żyjesz nim, to pojawia się więcej strachu. Strach przed własnym strachem staje się większy, bardziej złożony. Wszystko, co robisz ze strachu, potęguje strach. Wszystko, co robisz w chaosie emocjonalnym, zwiększy ten stan. Efekt kuli śnieżnej.

Jeśli istnieje strach, zaakceptuj, że strach istnieje, zaakceptuj go. Co możesz jeszcze zrobić? Nic nie można zrobić. Strach jest. Zobacz, czy możesz po prostu zaakceptować fakt, że strach istnieje. Akceptujesz go i strach znika. Akceptacja rozpuszcza, tylko akceptacja, nic innego. Jeśli walczysz z tym, tworzysz kolejne zaburzenie, co może trwać w nieskończoność. Walka wewnętrzna nie będzie miała końca.

Ludzie często mówią: Bardzo się boimy, co powinniśmy zrobić? Jakiekolwiek zadanie otrzymaliby do zrobienia, zrobiliby to ze strachem, więc końcowy wynik wyszedłby z ich strachu. Czy decyzje podejmowane w strachu lub podyktowane strachem są dobrymi, czy pozwolą cieszyć się życiem?
Wszystko jak się wydaje to kwestia wyboru. Każdy ma wolną wolę, swoje życie może przeżyć tak jak chce. Dobrze, gdy w zgodzie z sobą, swoim sercem przede wszystkim. Byleby nie kosztem kogoś, zwłaszcza osoby, którą się szanuje, lubi, kocha. Taka refleksja na koniec – Tam, gdzie jest miłość, tam nie ma strachu. Tam, gdzie jest strach, tam nie ma miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *