CZYTELNIA,  MEDIACJE,  MENTORING

Władza

Władza, szczególnie ta za wszelką cenę, to najgorsze, czego może chcieć dla siebie człowiek. Chęć władzy to chęć postawienia siebie ponad innymi. Jeśli ktoś za wszelką cenę pragnie władzy, dąży do niej, to z reguły oznacza, że ma w swojej strukturze psychicznej istotny deficyt. A ponieważ dążenie do władzy jest powszechnie akceptowane, a nawet cenione jako wyraz siły i determinacji, to szanse na to, że zamiast realizować to dążenie zajmie się rozwiązywaniem kompleksów, są śladowe. Zwykle nie chce nawet dostrzec, że ma jakiś deficyt. Co oznacza, że gdy już tę władzę zdobędzie, natychmiast się od niej uzależni. Istnieje niebezpieczeństwo, że jej nadużyje, by ją utrzymać za wszelką cenę, jeśli tylko poczuje, że jego pozycja może być zagrożona.

Jeśli człowiek nie ma w sobie deficytów, nie musi sobie poprawiać samopoczucia stymulatorami różnego rodzaju. Mnóstwo ludzi ma deficyty, wynikające z niewystarczającej miłości, uważności, wsparcia w dzieciństwie ze strony najbliższych. W takich osobach jest wiele bólu, żalu, często poczucie odrzucenia. Nie chcą czuć tych emocji, próbują więc, jak potrafią, zdobyć świat, uwagę otoczenia, poczucie ważności i własnej wartości w oczach innych ludzi. Często sięgając właśnie po władzę, chwytają się najróżniejszych metod, które pozwolą im osiągnąć swój cel zaspokojenia utrwalanych latami deficytów.

Ludzi, którzy mają parcie na władzę, pozycję, władza demoralizuje, stwarza bowiem pokusę, by odgrywali się na innych za swoje wczesne, dziecięce niepowodzenia, krzywdy, upokorzenia. Dlatego gdy władza dostaje się w ręce człowieka wewnętrznie słabego, łatwo czyni z niego tyrana, staje się swego rodzaju narkotykiem, samouwielbieniem, próżnością, a nie tym, czym być powinna.

Człowiek, nawet taki, który władzy nie szukał, może poczuć się doceniony tym, że go wybierają, cenią jego kompetencje. Może być prawdziwym liderem, w odpowiednim momencie poprowadzić ludzi, bo ma charyzmę, wizję lepszego świata i wiarę, że zdoła ją urzeczywistnić z poszanowaniem współpracowników. Ludzie chętnie idą za takim człowiekiem, chcą z nim współpracować, współdziałać, bo czują, że takie przywództwo doprowadzi ich razem do sukcesu.

Władza może być pożywką dla próżności. Człowiek, który czuje się wewnętrznie pusty, niekompletny, nadyma się i puszy, żeby innym wydać się większym, silniejszym, lepszym. Pragnie ukryć się za robiącą wrażenie fasadą czy maską wenecką. Wszyscy wielcy dyktatorzy byli tacy jacy byli, a wewnętrznie czuli się puści emocjonalnie. Im bardziej imponująca fasada, tym bardziej nasilała się dysproporcja między tym, co czuli wewnątrz a tym, co prezentowali na zewnątrz. Im bardziej czuli się uzurpatorami, tym większymi stawali się tyranami. Tacy ludzie żyją w strachu, że ktoś inny odkryje prawdziwe ich oblicze i zechce odebrać im tę władzę, więc ciągle żyją w napięciu, by utrzymać swoją władzę, uciekają się więc do różnych metod unieszkodliwiając potencjalnie zagrażających mu w otoczeniu. W lżejszej odsłonie ośmieszanie, dyskredytowanie, w wersji cięższej pozbywanie się z otoczenia bliższego a nawet dalszego, nawet tych, którzy byli zaufanymi. Źródłem tego rodzaju zachowań jest przede wszystkim lęk przed tym, że inni odkryją prawdę. Ten lęk może nawet prowadzić do paranoi. Historia pokazała kilkunastu takich „wybitnych”.

Pokaż mi szefa swojej firmy a powiem ci, jaka to firma. Nie opowiadaj mi o wartościach, misji, celach. Pokaż mi szefa. Jeśli szef nie przyjmuje do pracy ludzi lepszych od siebie, a nawet jeśli przyjmuje ludzi merytorycznych, kompetentnych, ale nie daje im swobody działania, a ustawicznie kontroluje lub gra w gry, by ludzi skłócać, rozgrywać emocjami, nawet tymi z najbliższego otoczenia, którzy z jego perspektywy mogliby mu jakkolwiek zagrozić, to nie jest to szef, który rokuje dobrze dla firmy. A nawet jeśli, to nie w długiej perspektywie, taki władca, szef jest odizolowany do ludzi. Na własne życzenie samotny. Nieuświadomiona samotność wzmacnia się i jeszcze bardziej frustruje takiego człowieka u władzy. Tacy władcy miewają swoje orszaki, ale często dokonują roszad, gdy ktoś w jakikolwiek sposób, choćby niefortunnym słowem lub gestem wywoła zaniepokojenie, niezadowolenie, wypada z tzw. otoczenia a nierzadko z firmy.

Gdyby tacy ludzie zdawali sobie sprawę, że problem tkwi w nich samych, a nie w otaczającym świecie, że w gruncie rzeczy sami są swoimi największymi wrogami, mieliby szansę uzdrowić komunikację, relacje i funkcjonować w innym klimacie. Bardzo często jednak nie mają takiej świadomości. Nawet, jeśli pamiętają swoje dziecięce traumy, nie są w stanie dostrzec ich związku z tym, co robią w dorosłym życiu. Wydaje się im, że pozycja, jaką zdobyli, świadczy o tym, że z tego się wydźwignęli, że stali się innymi ludźmi. Biorą nowe objawy tej samej choroby za przejaw ozdrowienia. 
Władza jest tylko przebraniem, nie jest w stanie wypełnić deficytów. Władza i to co się z nią wiąże czyli szacunek, posłuch, poklask, ważność, nie karmi tego przeraźliwie samotnego szefa, który chowa się za nadętą fasadą czy maską. Po prostu ten podziw czy ważność nie dotyczą tego kogoś w środku. Dotyczą jedynie fasady/maski.

Wewnętrznie skrzywdzone dziecko przeżywa ataki paniki, lęki, przygnębienie, czasem rozgoryczenie, smutek i poczucie osamotnienia. Dorosła część nie chce tego czuć, więc taki człowiek znieczula się władzą, czerpie niezdrową satysfakcję z faktu, że inni czują przed nim strach, upokorzenie, które wiele lat temu, było jego udziałem.

Nadużywanie władzy, naruszanie, przekraczanie granic, stawianie się ponad wszelkimi zasadami potrafi wywoływać euforyczne stany podobne do odurzenia, daje poczucie posiadania niemalże boskiej mocy bycia wszechwładnym panem uczuć, przeszłości i przyszłości, życia i śmierci. Niczym Lord Vader w Gwiezdnych wojnach.

Poniżające, smutne, pozbawione miłości dzieciństwo rzutuje na postawy w życiu dorosłego człowieka. Jednym z ekstremalnych przykładów jest choćby Adolf Hitler. Wychowanie w absolutnym posłuchu, które łamie kręgosłup na zawsze. Uzależniony od władzy, potrzeby wybicia się, zastraszania, upadlania i absolutnego panowania nad innymi. Uciekając przed wspomnieniami, chciał widzieć podziw i zazdrość, ale także strach, pokłony innych, dlatego tak eksponował swoją władzę. Tego typu ludzie potrzebują swoich orszaków, klakierów, pokłonów, defilad, okazywania zachwytu z coraz większym zadęciem. W miarę upływu czasu potrzebują coraz większej władzy, coraz większych apanaży, obszarów pod swoim panowaniem, coraz wystawniejszego życia, droższych gadżetów, orderów, coraz większego i bardziej prominentnego otoczenia. Taki ktoś może łatwo uwieść innych. Takich, którzy czują z nim wewnętrzne pokrewieństwo. Uwodzi pozorami, obietnicami, nadzieją zwycięstwa nad trudną, dotkliwą w pamięci przeszłością nasyconą negatywnymi wspomnieniami, poczuciem niedostatku emocjonalnego.
Przywódca podszyty lękiem odwołuje się do lęku w innych. Ponieważ straszy, śledzi, podejrzewa, poniża publicznie lub pokątnie, blady strach pada na wszystkich. Bo przemawia do tego, co w ludziach też upośledzone. I w końcu sprawia, że podwładnymi również zaczyna rządzić lękowa, pełna podejrzliwości i rozmaitych paranoi, ciemniejsza ich część. To dzieje się bardzo szybko, zło szerzy się zdecydowanie szybciej aniżeli dobro.

Gdy władza w firmie, kraju, rodzinie, zaczyna się karmić strachem, bardzo szybko rozpadają się dobre struktury. Władza, która rządzi strachem, prowadzi donikąd. Potwierdzają to po wielokroć historyczne fakty te bardziej odległe i te całkiem świeże. Zarówno w życiu publicznym jak i w firmach, także w życiu rodzinnym zarządzanie przez strach jest równią pochyłą z ogromnymi, negatywnymi, nieodwracalnymi skutkami.
Łatwo jest rządzić za pomocą strachu. Znacznie trudniej odwoływać się do tego, co dobre w ludziach, do współpracy, tolerancji, szacunku, solidarności, nadziei i miłości. Można sobie żartować, parsknąć śmiechem, ale ważnym kryterium doboru ludzi do rządzenia, zarządzania innymi powinno być to, czy ludzie mają rozwiniętą inteligencję emocjonalną, czy potrafią kochać, jak funkcjonują na co dzień w różnych sytuacjach, nie zawsze przyjemnych, komfortowych. Czy są to ludzie, którzy potrzebę władzy realizują z innego poziomu niż adlerowska potrzeba mocy i wpływu. Wciąż to ona rządzi zachowaniami społecznymi większości ludzi. Tym niemniej pierwszorzędnym tytułem do władzy powinna być zdecydowanie potrzeba zrobienia czegoś dobrego z serca, z miłości do ludzi.

Dobra władza, to relacja równych sobie ludzi. Dobry władca szanuje podwładnych i rośnie wraz z nimi. Fałszywy, zły władca, musi ich poniżać, umniejszać, by dowartościować siebie. W ostateczności zadawać ból, stosować emocjonalne prostowanie na kole czy na swój sposób skracanie o głowy. Przemoc fizyczna czy psychiczna to jedna z najstraszniejszych odmian władzy.

Jedyna władza, na jakiej powinno nam zależeć, to panowanie nad samym sobą.

Jeśli nie panujemy nad sobą, nie szanujemy siebie, nie potrafimy szanować innych. Można sprawować na tej samej zasadzie władzę w firmie, co w rodzinie. Ludzie pozbawieni szacunku do siebie często wprowadzają w domu rodzaj terroru. To samo przenoszą do firmy lub odwrotnie. Tak samo może postępować policjant na ulicy, nauczyciel czy dyrektor w szkole, ordynator oddziału, czy prezes banku, rodzic względem dziecka czy partner w związku.

Jeśli nie mamy szacunku do siebie, będziemy używać innych do tego, by kreować pozory bycia szanowanym i godnym szacunku człowiekiem. To jest droga donikąd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *